fixier blog

Twój nowy blog

Równowaga.

Brak komentarzy

Dotarło do mnie niespodziewanie, że nie ma nic piękniejszego niż równowaga emocjonalna.

Bezgraniczne pragnienie seksu jest oznaką deficytu bliskości. Im większy deficyt, tym większe pragnienie seksu, a tym samym odnalezienia ukojenia poprzez fizyczną bliskość. Aby ten deficyt zaspokoić trzeba czasu i trwałego związku.

I wtedy niespodziewanie przychodzi równowaga. Człowiek przestaje skupiać się na sobie samym. Odkrywa inne obszary zainteresowań. Fiksacja na sobie przechodzi w tło, niespodziewanie.

Syn ma prawie dwa lata. Bycie ojcem jest piękne.

Świadomość, że było się samotnym, ale już nie jest, że jest lepiej to coś co przykleja uśmiech na twarz. Wiele się zmieniło. Życie się posklejało. Skleja się dalej. Tworzy się nowa jakość. Lepsza jakość. Poczucie, że jest obok ktoś, dla kogo jest się najważniejszym na świecie to cudowne poczucie. W życiu nigdy nie można przestać wierzyć. Czasem trzeba sięgnąć głębin, aby lepiej czuć smak życia.

Leżę…

1 komentarz

Wiosna na półkuli północnej, w samej Europie, Polsce, Warszawie…na Mokotowie też. Ciepło i słonecznie, uwielbiam promienie słoneczne i ciepło. 

K. wyszła z domu na objazd babcia-sklepy-babcia. 
Przeczytałem artykuł w Rz na temat jeden, drugi, trzeci…czytać, czytać, czytać…Gimnastyka mózgu przy tej pomocy to coś co lubię i stosuję. 
W życiu cóż…wspomnieć warto, że przed kilkoma dniami sfinalizowałem kredyt na zakup tzw. apartamentu, inaczej dziury w ziemi. I zastanawiam się obecnie czy parkiet w jodełkę lepiej na jasno czy na ciemno…Czy podłoga z żywicy epoksydowej jest lepsza od podłogi z żywicy poliuretanowej…No dylematy niebanalne. I życie nabrało większego sensu, kiedy wie się, że co miesiąc do banku będzie trzeba odprowadzić odpowiednią kwotę. Tyram dalej w korporacji…od wczoraj na czas nieokreślony, z małym szczegółem, że wypowiedzenie nie jest nieokreślone, ale trwa miesiąc.
W czwartek lecę na Mediolan…w lutym był Berlin. W maju będą znowu Niemcy.
Idę czyścić buty…bo idzie wiosna, te trzeba zareklamować, aby mieć nowe.

Czy…

5 komentarzy

Czy zaangażowania można się znowu nauczyć? 

Dawno nie pisałem. Fakt, że słowa tutaj nie miały swego ujścia nie oznacza, że życie się nie toczy. Ono jest bezlitosne, nie uznaje pustki, nie daje przerwy na papierosy lub na zastanowienie…ono się toczy i zmienia tak jak pory roku. Od czego by tu zacząć. Chyba przede wszystkim od tego, że w końcu poczułem się, że jest mi dobrze z tym co mam. Moje życie jest w jakimś sensie pewną lekko skomplikowaną konstrukcją. Kiedyś byłem człowiekiem, który kontrolował się do szpiku kości…zapewne jest to wynikiem obserwacji zachowań ojca alkoholika…i strach przed pójściem w nałóg paraliżował moje zachowanie i umiejętność cieszenia się chwilą. Nie wiem dokładnie jak, ale wyzbyłem się tego…czuję się dobrze, czuję się beztrosko…polubiłem siebie. Odnalazłem radość w byciu kawalerem, którym może sobie dowolnie układać życie i będę się jeszcze jakiś czas delektował się tym stanem. Biegam…dużo…kupiłem strój na bieganie jesienno-zimowe i przemierzam śródmieście, powiśle i nadrzeczne stoliczne bulwary…umawiam się z kobietami, maluję kuchnie, kupuję wody toaletowe…smakuję życie pijąc fajne, dobre wina…i księguję w nowej firmie…No, to już praktycznie minęło 4 miesiące w nowym korpo. O niebo lepsze standardy zarządzania…dziedzina może trochę węższa, ale brnę w nią głęboko…i sprawia mi to frajdę…ludzie życzliwi i na poziomie…szkolą mnie, lubią ludzi myślących…Ja też ich lubię, ale tak czy inaczej celem jest dla mnie dg na własną rękę i wtedy dopiero będę to w pełni usatysfakcjonowany. wszystko toczy się dobrze. Studia zostały wznowione i zostaną skończone. Priorytet na ten moment mojego życia. Przeprowadziłem się do śródmieścia. Kocham śródmieście, te ulice, skwery, parki, bramy, kamienice…czuć ducha innych czasów. To dziwne, ale przez całe życie miałem blokadę, aby śpiewać sam do siebie w samochodzie, blokada ostatnio ustąpiła…chyba to bardzo dobry objaw. Polubiłem swój głos. Może polubiłem w końcu siebie jako egzemplarz ludzki?

Niedzielny dzień, słońce prawie świeci mi w monitor. Coraz węższa powierzchnia cienia dystansuje to co oświetlone przez słońce od tego co oświetlone na monitorze laptopa. Klepię dziś faktury, trochę mi się nie chce. Lenistwo weekendowe ledwie zostało przezwyciężone. W tym kontekście przypomina mi się wczoraj czytany Fromm, który doskonale opisuje lenistwo popracowe jako sposób człowieka odreagowania na smycz pracodawcy. Takie pośrednie poczucie pozornej wolności. Lenistwo to wolność. Musieć to więzy.
W głowie mam plan na wolność. Założyć niedługo własny biznes, zostać sterem, żeglarzem, okrętem…robić dalej w celulozie i wirtualnych kontach księgowych.
Zima odeszła na szczęście. Była bardzo długa i odcisnęła na mnie swoje piętno. Jeszcze jeden związek nie wypalił. Brak kompatybilności w sferze emocjonalnej. W teorii jestem już cholernie mocny. W praktyce ciągle jeszcze zdarza się, że brnę w ślepy zaułek i popełniam błędy. Nie ma nic gorszego u człowieka jak niskie poczucie własnej wartości, które próbuje on ratować – patrz pchać w góre – przy pomocy innego człowieka albo dosadniej jego kosztem. Poza tym egoizm…on mnie odstrasza.

Znowu biegam, narazie mało. Zrezygnowałem z gymnasionu na rzecz świeżego powietrza. Czuję siłę.

Pewna pani podarowała mi cabernet sauvignon rocznik 2007.

Czytałem Fromma leżąc na plaży w Chałupach. Podróże, wakacje to szczyt hedonizmu, a ja czytam Fromma mieć czy być. I zastanawiam się nad egzystencją współczesnego społeczeństwa. Było świetnie…piasek, plaża, żar z nieba, bryza z nad morza, skóra koloru brąz. Spanie w namioce, leniwe poranki z jajecznicą i kawą w tle…kawę ogólnie w związku z bieganiem – podobnie zresztą jak alkohol – odstawiłem. Nektarynki z biedronki…bieganie po plaży wśród ludzkich morświnów. Z ostatnią dziewczyną związek się rozpadł…no tak, tak się musiało skończyć. Biegam dalej, pierwszy półmaraton zaliczony w Radzyminie, następny w niedalekim mieście na Ł. w następną niedzielę…czyli w finale mojego urlopu. Czas do pobicia to 1:36:52…a pod koniec września maraton warszawski…kupiłem dziś zestaw startowy: koszulkę i spodenki…

Oszukuje swoje ja, na ból duszy stosuję zastępczo ból mięśni. Odwraca uwagę i działa na duszę kojąco. Dziś przebiegłem 26 km, są powody, dla których muszę stosować taką kurację. Kurwa, życie jest podłe. Ciągle na swojej drodze spotykam popaprane psychicznie kobiety, które nie potrafią poprostu żyć, kochać, szanować, ufać, budować bliskość. One wolą bawić się w grę pozorów. Ewolucja wielkie słowo. Masa ludzi nieznacznie tylko różni się od małp.

Błękit…

3 komentarzy

Dzisiejszy błękit nieba jest mocno soczysty. To zapewne zasługa wczorajszego deszczu. Zielono za oknem. Ta zieleń nadała większego blasku tym milionowym willom naprzeciwko mojego okna.
Wstałem dziś niepokojąco wcześnie, prawie trzy godziny temu…to zasługa weekendu, w dni wolne od kombinatu lepiej i szybciej sypiam. Mimo, że zaraz idę do pracy bo jutro 20sty, a ja nie mam wyliczonego dochodowego w dwóch spółkach. Taki paskudny żywot księgowego. W tle leci sobie „Fastlove” George’a Michael’a…ta muzyka to balsam dla moich uszu, bit, rytm, głębia, perfekcja dźwięku.
Zjadłem śniadanie…w niedzielę rutynowo jajecznica…dziś z bakłażanem, pieczarkami, szynką i do tego kawa z mlekiem i miodem…
W pracy zapierdol jak zwykle, jutro audyt znowu przychodzi, mam nadzieję do piątku oddać zaklepane sprawozdanie i udać się na tygodniowy urlop…komunia chrześniaczki w Reichu, kraju sąsiednim, przez przeciętnego Polaka bardzo nielubianym. Bilet zabukowany wczoraj, leci ze mną kuzynka.
Bieganie trochę zwolniło przez natłok pracy w zeszłym tygodniu miałem czas tylko na jeden raz i zaledwie 12 km…nadrobię w bieżącym…musi być minimum 45 km…
Życiowo…spotykam się z nową dziewczyną…od miesiąca i jest inaczej niż zwykle. Tym razem wybrałem spokojną, a nie jak zawsze autodestrukcyjną i wyrazistą…ta jest cholernie ładna i namiętność wisi cały czas w powietrzu…póki co nie ma jej do środy. Wyjechała na południe europy rodzinnie, ale wróci…czekam.
Poza tym norma, zarabiam-wydaję, nadwyrężam sobie kartę kredytową, wystawiam rachunki, chodzę po knajpach, kinach, ulicach, parkach, jeżdżę metrem, samochodem, tramwajem…dużo muzyki słucham. Piękna ta wiosna tego roku.

Koniec marca się zbliża. Tyram jak wół, żeby zdążyć na czas. Te zeznania podatkowe złożyć trzeba do końca miesiąca. Ostatnie dwa tygodnie, prawie codziennie po dwanaście godzin w kombinacie. Najpierw pierwszym, potem drugim. Udaje mi się jeszcze znaleźć czas na bieganie. W zeszłym tygodniu uzbierało się 61 km. Tempo coraz mocniejsze, waga mi spada. Zszedłem mniej więcej na 82-81 kg. Po 15 km czuję się błogo, zero bólów mięśni, przytarć, czegokolwiek.
Kraków przed tygodniem był cudny. Natalia pokazało mi wszystko co w nim najładniejsze. Przednie kafejki, restauracje, kino, Wawel, Wisłę, Bronowice, galerię krakowską…z tych galerii motłochu co je mamy w stolicy. To był zdecydowanie najmilej spędzony weekend tego roku. Strzeliłem masę fotek, w stylu Japończyków. Widziałem nawet „damę z gronostajem” w Muzeum Czartoryskich. Dzięki Natalia za Superwochenende :)

Abstrahując dotacje rolnicze mi dziś na konto wpłynęły. Za oknem śnieży, a podobno jest wiosna. Audyt siedzi u nas drugi miesiąc. Dziś jeden kolo chyba trochę się zagapił i przesłał meila z korespondencją wewnętrzną firmy. W ramach eksperymentów muzycznych na bieżni leci Madonna, Justin Timberlake, Michael Jackson i Amy Winehouse…Wypiłem litr soku pomidorowego, jeszcze herbata yunan i spać błogim snem.


  • RSS